Blog
Salonowcy
echo24
echo24 dr Krzysztof Pasierbiewicz
127 obserwujących 1277 notek 2461213 odsłon
echo24, 4 kwietnia 2017 r.

Ważne zebranie krakowskiego AKO

1240 27 0 A A A


W TVN24 aż się grzeją łącza od ciągłych napadów na pisowską reformę edukacji, a koronnym argumentem opozycji jest pragnienie, żeby było tak, jak było, więc postanowiłem Państwu przypomnieć, kiedy, gdzie i dlaczego zrodził się pomysł bezwzględnej konieczności jak najrychlejszego przeprowadzenie reformy polskiego szkolnictwa.

Otóż, w kwietniu 2014 byłem na zorganizowanym przez krakowski Akademicki Klub Obywatelski (AKO) im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wielogodzinnym spotkaniu z czterema dyrektorkami renomowanych krakowskich szkół: podstawowej, gimnazjalnej, licealnej i szkoły dla dzieci niepełnosprawnych. I choć twarda ze mnie sztuka, byłem pod takim wrażeniem tego, co usłyszałem, iż po powrocie do domu długo nie mogłem zasnąć. Nie będę relacjonował szczegółowo tego spotkania by nie rozwlekać notki i ograniczę się tylko do problemów systemowych.

Gdy patrzyłem na zdesperowane nauczycielki relacjonujące, co się dzieje w polskich szkołach skojarzyło mi się to bez mała z czasem niszczenia polskiej szkoły w okresie okresu rozbiorów, gdyż to, co te kobiety i matki zarazem mówiły było wołającą o pomstę do nieba skargą na głuchą na ich apele butną władzę Platformy Obywatelskiej, która nie chciała słyszeć o kształceniu polskich dzieci w imię takich odwiecznych wartości jak: rzetelna wiedza, wiara, patriotyzm i dobro Ojczyzny. Wszystkie panie stwierdziły zgodnie, że wprowadzany odgórnie przez rząd Platformy program nauczania prowadzi w linii prostej do niedokształcenia i dehumanizacji młodzieży szkolnej, począwszy od nauczania przedszkolnego, poprzez szkołę podstawową, gimnazjum, na liceum kończąc.

Panie dyrektorki wyjaśniły nam już wówczas, że problem polega między innymi na tym, że system nauczania szkolnego podzielono na kompletnie niespójne ze sobą trzechletnie fazy, a każdą z tych faz ministerstwo rozlicza nie z tego, co szkoła rzeczywiście nauczyła, lecz z suchych danych statystycznych w głównej mierze opartych na wynikach testów końcowych. W efekcie każda ze wspomnianych faz wyglądała od czasu wprowadzenia gimnazjów tak samo, czyli pierwszy rok nauczania pedagodzy musieli poświęcić na rozpoznanie indywidualnych możliwości uczniów, w drugim roku mogli zacząć realizowanie przewidzianego na trzy lata programu, zaś trzeci rok byli zmuszeni poświęcać na ćwiczenie z uczniami umiejętności rozwiązywania testów końcowych. Tak, więc w trakcie każdej z takich trzechletnich faz na rzeczywistą naukę przedmiotu nauczyciele mieli de facto jeden rok, co skutkowało tym, że w kilkunastoletnim cyklu nauczania kończącym się maturą, na rzeczywistą naukę przedmiotu nauczyciele mogli poświęcić de facto cztery lata!!! Powtarzam. Cztery lata efektywnej nauki i co najmniej tyle samo lat kompletnie straconych!!!

Tyle panie powiedziały panie dyrektorki, a teraz napiszę, co ja o tym wszystkim sądzę.

Moim zdaniem to nie jest tylko chwilowa zapaść polskiego szkolnictwa. Przecież ci, którzy taki program nauczania opracowywali, a także ci, którzy go zatwierdzali na szczeblu ministerialno rządowym kwalifikują się pod osąd trybunału stanu. To była bezmyślna, a może rozmyślna (???) „zbrodnia” dokonywana na kształtującej się w wieku szkolnym tkance intelektualnej narodu polskiego.

Dlaczego?

Bo w starym systemie nauczania każda ze wspomnianych wyżej faz była zwieńczona obligatoryjnym testem końcowym. Sęk jednak w tym, że taki test było tym łatwiej zaliczyć im mniej uczeń myślał. W tej sytuacji nauczyciele chcąc się wykazać wymaganymi od nich dobrymi wynikami testowymi zamiast uczyć dzieci umiejętności samodzielnego myślenia zmuszani byli do oduczania swoich podopiecznych owej umiejętności. O aspektach etyczno wychowawczych nawet nie wspominam. I powiem bez ogródek, iż efektem tego stanu rzeczy była masowa produkcja przez polskie szkoły „biomasy” ograniczonych „jamochłonów” o poziomie intelektualnym zbliżającym się niebezpiecznie do granicy debilnego absolutu, vide uczelnie, które od dawna alarmowały, że narybek przychodzący na studia był nie tylko niedouczony, ale kompletnie niezdolny do myślenia, nie potrafił sklecić poprawnie zdania złożonego bez utraty wątku, sformułować własnych myśli, przeprowadzić najprostszego logicznego wywodu i tak dalej. A tak na dobrą sprawę jednym, co taki delikwent rzeczywiście umiał, to rozwiązywać testy na poziomie: stolicą Polski jest: A. Warszawa, B. Białystok, C. Krościenko nad Dunajcem.

Ale panie dyrektorki odsłoniły jeszcze gorszą prawdę. Okazało się, bowiem, że programy szkolne były przez całe lata opracowywane bez żadnej konsultacji z nauczycielami przez profesorów wyższych uczelni, którzy byli głusi na sugestie i apele doświadczonych i oddanych swemu posłannictwu nauczycieli, bo mości panowie akademicka „elita” i tak zawsze wiedziała lepiej.  

Opublikowano: 04.04.2017 19:08.
Autor: echo24
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik,

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Polaniecki "To dlaczego po takiej bujnej, owocnej, spektakularnej...........karierze naukowej,...
  • @Balt5 "Bo na dalszą część komentarza nie ma Pan sensownych argumentów..."...
  • @deda "dokładniej jest tak, że amator może wygrać RAZ. Ale tylko profesjonalista jest zdolny...

Tagi

Tematy w dziale Społeczeństwo