Blog
Salonowcy
echo24
echo24 dr Krzysztof Pasierbiewicz
125 obserwujących 1267 notek 2433496 odsłon
echo24, 15 lutego 2017 r.

„Pigułka po” i cudowna przemiana posła Terleckiego

1170 71 0 A A A


Portal Pudelek donosi dzisiaj gorącego newsa – vide: http://www.pudelek.pl/artykul/105404/rzad_po_cichu_zmienia_prawo_tabletki_dzien_po_znow_tylko_na_recepte/ , cytuję:

Rząd po cichu zmienia prawo” tabletki „dzień po” znów tylko na receptę.

Rząd Prawa i Sprawiedliwości standardem uczynił nocne prace nad kontrowersyjnymi zmianami w prawie - bez konsultacji społecznych, za to przy szerokim sprzeciwie opinii publicznej. Nie inaczej stało się w przypadku zmian dotyczących przepisów w sprawie tzw. tabletki "dzień po", która należy do grupy tzw. antykoncepcji awaryjnej, stosowanej w nagłych wypadkach, gdy istnieją obawy, że stosunek może zakończyć się nieplanowaną ciążą.

Projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej został zatwierdzony wczoraj podczas obrad Rady Ministrów. Zakłada on, że pigułka Ella One, którą do tej pory osoby po 15. roku życia mogły kupić od niemal dwóch lat bez recepty, teraz będzie sprzedawana jedynie po wcześniejszej wizycie u lekarza.

Tabletki ellaOne powrócą do grupy leków, których wydawanie będzie się wiązało ze ściślejszą kontrolą lekarską - czytamy w oficjalnym oświadczeniu Ministerstwa Zdrowia…”, koniec cytatu.

Więc włączyłem TVN-24 i akurat trafiłem na wypowiedź w tej sprawie rzeczniczki PIS posłanki Beaty Mazurek, której towarzyszył poseł profesor Ryszard Terlecki, ale po chwili uciekł z wizji, tak jakby ktoś czujny dał mu cynk, żeby się na pośmiewisko nie wystawiał.

A teraz nie wchodząc w aspekty moralno etyczne sprawy przechodzę do rzeczy. Tylko proszę nie mówcie, to do ortodoksyjnych pisowców, że udając prawicowego blogera znów jątrzę i czepiam się posła profesora.

Otóż za młodu żyłem bardzo wartko, a moim motto była próba obalenia przeze mnie, z jednej strony, jako profesjonalnego birbanta krajowej ekstraklasy, lecz także człowieka nauki, moim zdaniem zgubnego w skutkach stereotypu, że ludziom statecznym waganckie życie w młodości nie przystoi. Starałem się tedy dowieść, że swawolenie w młodości nie tylko nikomu nie szkodzi, a wręcz przeciwnie, wyzwala z ludzi swoiście odnawialną energię i moc twórczą. Bo inteligentne lumpowanie jest Sztuką, a w Sztuce, i w nauce również, brak spontanicznej woli życia i szalonej wyobraźni z reguły tłumią radość, co na starość skutkuje toksycznym zgorzknieniem i mędliwą upierdliwością nieprzyjazną ludziom.

Zaś w przypadającym na moją młodość szaroburym czasie peerelu w Krakowie, jak już nigdy potem kwitło życie bynajmniej nie szare, a serce miasta tętniło w „świątyniach opaczności bachusowej” Grandzie, Francuzie, Kaprysie, Cyganerii, Warszawiance..., gdzie przy ciepłej wódce i zeschłym tatarze w kreślonym znakiem czasu desperackim tańcu pawi pląsał kwiat królewskiego grodu, niebojących się jutra ludzi szczęśliwych chwilą. W tych niezapomnianych spelunkach, już nad ranem, zbierała się śmietanka krakowskich birbantów ściekających z nigdy niepoliczonych balów, rautów, bankietów, biesiad i popijaw, by przy nieczynnej kuchni i dogasających rytmach pucio pucio dorżnąć się w eleganckim towarzystwie mających sobie coś do powiedzenia ludzi z nazwiskami, fantazją, pieniędzmi, pod okiem czujnych ubeków, którzy byli wszędzie. W tych kultowych miejscach redaktorzy gazet i znani aktorzy dzielili stoliki z panią bufetową. I wszyscy byli radośni, choć nie było tlenu. Zaś o świcie, jak już zamknięto bar Klubu pod Gruszką i SPATiF  i za Boga nie było gdzie się czegokolwiek napić, starannie oddestylowana czołówka pielgrzymowała do gościnnej przez okrągłą dobę restauracji „Dworcowa”, by strzelić strzemiennego, nim robotnicy wstaną.

I w zaufaniu Państwu zdradzę, iż nieodłącznym ornamentem ówczesnego nocnego pejzażu Królewskiego Miasta była wrosła w ów pejzaż postać „Psa”, awangardowego podwawelskiego guru braci hippisowskiej niestroniącej bynajmniej od wolnej miłości, korzystania z dóbr antykoncepcji i przenoszących w lepszy świat oparów podgrzewanego na patelni kleju. Ta w pewnym sensie kultowa postać była również w tamtych czasach bezsprzecznie pierwszą szablą Krakowa, spod której żadna podwawelska dziewica nie uszła, o czym jak sądzę mogłaby, co nie, co powiedzieć ówczesna Dulcynea „Psa”, dziś nad-wyraz wyzwolona mega-celebrytka Kora.

Ale, żeby wszystko było jasne i nie posądzono mnie o złośliwość powiem, że nie mam nic przeciwko temu, a wręcz świetnie rozumem, że zwany w młodości „Psem” (także na baby) poseł profesor będący łakomie zachłannym na życie koryfeuszem luzackiej istoty szczęścia żył na tyle szaleńczo, wartko i beztrosko, iż nie zdążył, a raczej nie chciał zdążyć spostrzec, że słońce zaczyna powoli zachodzić, a on, już mocno czasem nadgryziony, został sam na placu boju. Rozumiem także, że ta samotność była jego własnym, świadomym wyborem, gdyż ten z natury krnąbrnie wolny bałamut miał charakter zbyt hardy, by się dać wcisnąć w za ciasne dla niego ramy tworzonych przez ludzi bogobojnych konwenansów, którymi buńczucznie gardził i niefrasobliwie, nie bacząc na żadne kanony czerpał z życia wyłącznie samo piękno i radość. I choć wiedział, że za to rozwiązłe życie lżejsze od snu trzeba będzie zapłacić na starość, wiedział także, że skarbu życia przebytego na maksa nikt mu nie odbierze.

Nie znam przyczyny zadziwiającego nawrócenia pana posła na ascezę. Łaska uświęcająca? Cudowne odmienienie przez Ojca Dyrektora? Wpływ raczej stroniącego od rozwiązłości Prezesa? Jasna strona mocy posłanki Wróbel? Charyzma walecznego działacza katolickiego niejakiego Terlikowskiego?... – nie potrafię odpowiedzieć, acz po prawdzie w nawrócenie posła profesora nie wierzę, bo stare nawyki są naszą drugą naturą do deski grobowej.

Więc miękkie lądowanie na starość w PIS-ie, miękkim lądowaniem, polityka polityką, piar piarem, pic picem, lecz niech mi z łaski swojej poseł profesor Terlecki nie pitoli, że się stał świętoszkiem, bo dopiszę bardziej pikantne detale.

Krzysztof Pasierbiewicz (Akademicki Klub Obywatelski (AKO) im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Krakowie)

Post Scriptum

Żeby wszystko było jasne. Ponieważ dobrze życzę nowej władzy uważam, że poseł profesor Terlecki powinien zminimalizować swe wypowiedzi na wizji, a szczególnie powinien zaprzestać łażenia do TVN24, gdzie tylko czekają na jego łatwe do obśmiania występy. Bo każda diatryba posła profesora w TVN24 to tak zwany gotowiec dla "Szkła Kontaktowego". I to było głównym powodem napisania tej notki.


Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Polityka