Przewodni motyw muzyczny: http://www.youtube.com/watch?v=WkdAvj4M66I
 
Piszę na gorąco, póki pamięć i myśl świeża.
 
Właśnie wróciłem z Piwnicy Pod Baranami, gdzie od lat, nie zdradzę ilu, każdego roku przeżywam przed Bożym Narodzeniem uświęcony obrządek łamania się opłatkiem z Przyjaciółmi i Muzami niesfornej cyganerii krakowskiej bohemy.
 
Ta wymyślona przez czarnoksiężnika Piotra Skrzyneckiego tradycja jakimś cudem Boskim przetrwała komunę, ciężki czas stanu wojennego, trudne lata transformacji i nadal, już po odejściu Piotra, w niepewnych jutra czasach budzących się do życia demonów i biesów mrocznych kart naszej narodowej historii, jakoś sobie radzi.
 
W myśl zasady, że prawdziwa Sztuka winna się wznosić ponad politykę i doraźne waśni, również i tym razem w Piwnicy Pod Baranami było nad wyraz uroczyście i podniośle. Przyszli ci z lewa i z prawa, a także ci niezdecydowani. Przyszli bo chcieli, jak co roku przeżyć bożonarodzeniowe misterium nadziei na lepsze jutro.
 
Stół był skromny, lecz za to pachnący jabłkami, suszonymi śliwkami, jedliną i wykrochmalonym obrusem.
 
Studencki chór z mojej Alama Mater Akademii Górniczo-Hutniczej zaśpiewał a capella łapiące za serce kolędy, a piwniczni Artyści przy akompaniamencie czarodziejskich skrzypiec wyśpiewali wyciskające łzy wspomnienie lat mojej młodości, którą zostawiłem w tym magicznym miejscu.
 
Znów czuło się ducha okrytego czarną peleryną piwnicznego Księcia w charakterystycznym kapeluszu z piórkiem, który dźwiękiem swego mosiężnego dzwonka przywracał wątpiącym wiarę w lepsze jutro. Z zaświatów sfrunęły anioły piwnicznych ikon, które odeszły na zawsze. Wszyscy byli jednakowo wzruszeni.
 
A moja dziewiętnastoletnia córka, mimo, iż odbiera mogłoby się zdawać na kompletnie innych falach, stała z rozdziawioną buzią zauroczona niezrozumiałym dla niej jeszcze magnetyzmem tego kultowego miejsca.
 
I nie ma dla mnie znaczenia, kto był, a kogo nie było. Przyszli ci, którzy jeszcze coś czują.
 
Wierni synowie i córy piwnicznego kultu, którzy mimo upływu lat i co tu ukrywać już nie tej, co kiedyś kondycji, każdego roku, jak ptaki do swych gniazd wracają i póki im sił starczy będą wciąż powracać do tego magicznego miejsca, by po złożeniu życzeń Przyjaciołom wyjść na płytę krakowskiego Rynku i jeszcze raz się wsłuchać w błąkający się po średniowiecznych zaułkach uśpionego miasta,  wrosły w ich duszę hejnał z wyższej wieży Bazyliki Mariackiej.
 
Krzysztof Pasierbiewicz
(nauczyciel akademicki)