echo24 echo24
1222
BLOG

KOD pomaszeruje (sic!) z W. Bartoszewskim na sztandarach

echo24 echo24 Polityka Obserwuj notkę 71

Motto:
Na czele wielkiej armii niesiono trumnę z martwą królową.
Z przeciwnej strony na bitwę zdążała dużo słabsza armia.
Wtedy ktoś krzyknął:
ale oni mają martwą królową, my mamy żywą...

Europa to my”. Na 7 maja Kod zapowiada wielki marsz, którego patronem będzie Władysław Bartoszewski.

Więc, coś Państwu przypomnę.

26-go września 2011 miałem zaszczyt uczestniczyć w ceremonii oczekiwanego przez siedemdziesiąt lat uroczystego otwarcia Muzeum Armii Krajowej im. Gen. Emila Fieldorfa „Nila” w Krakowie. Uroczystość odbyła się w wigilię Dnia Polskiego Państwa Podziemnego. Atmosfera była doniosła, muzeum imponujące, multum zaproszonych gości, tylko jakoś nie udało mi się zauważyć nikogo z ówczesnych celebrytów.

I znowu było jak zawsze w powojennej Polsce. Pierwsze rzędy zarezerwowane dla przedstawicieli władzy, a bohaterowie uroczystości tłoczyli się z tyłu, jeśli się zdołali załapać na miejsca siedzące. Zaś z przodu szpanowało odpicowane towarzystwo, zaś w tylnych rzędach jak myszki pod miotłą siedzieli schludnie acz nad wyraz skromnie odziani akowcy, z biało czerwonymi opaskami na rękawach marynarek nie od Bossa bynajmniej. 

Wśród gości był Prezydent Miasta, Wojewoda, Kardynał, wszyscy konsulowie za wyjątkiem rosyjskiego i gros innych lokalnych notabli. Ale w pierwszych rzędach siedzieli głównie ci, których w stanie wojennym nie było na strajkach i demonstracjach, bo w tym czasie, kiedy inni bili się z ZOMO pod Arką w Nowej Hucie narażając życie, oni tworzyli na sępa bezideowe pryncypia Trzeciej Rzeczypospolitej.

Przyszli wszyscy kombatanci Armii Krajowej z wyjątkiem jednego. Zgadnijcie Państwo, kogo? Pudło!... Pudło!... Pudło!...

Otóż zabrakło wybitego na zaproszeniach tłustą czcionką gościa honorowego, pieszczoszka salonu podwawelskiego Krakówka i mazowieckiej Warszawki, kombatanta nad kombatantami, niejakiego Władysława Bartoszewskiego, którego ktoś kiedyś nazwał profesorem. Tak, tak, tego samego gagatka, który protestujących pod Stocznią Polaków nazwał wyjącym bydłem. Tego samego toczącego pianę z nienawiści pariasa, który zagrzewał ministra Sikorskiego do dorzynania watah. Tego samego cynicznego satyra, który się zaśmiewał po pachy, jak minister Nowak mówił, że Platforma skopie ludziom tyłki. Tego samego - brakuje mi słowa - który Polaków opłakujących zmarłego tragicznie na służbie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego oskarżył o "uprawianie politycznej nekrofilii".

Honorowy gość przysłał usprawiedliwienie, że musiał pojechać na jakiś wykład do Szwajcarii.

A prawda jest taka, że pan Bartoszewski nie przyjechał wtedy do Krakowa, bo go już mało obchodziło otwarcie Muzeum AK. Bo on już spijał śmietankę. Zjadał konfitury. Patronował fundacjom, wydawał książki, wygłaszał wykłady za pieniądze, odcinał kupony i zgarniał tantiemy. Widać uznał, że nie musi się już szwendać po jakichś tam patriotycznych uroczystościach, gdyż już występował w całkiem innej roli wspierając świetlistą Platformę, a w TVN24 - o zgrozo! - nie za darmo bynajmniej nauczał Polaków przyzwoitości w cyklicznym programie „Lekcje Bartoszewskiego”.

Taki był wypromowany przez Gazetę Wyborczą ów nowofalowy kombatant postępowy.

A reszta kombatantów AK?

Ci, co jeszcze żyją klepią upokarzającą biedę na głodowych emeryturach, a jedynym publicznym miejscem, gdzie ich można spotkać są sklepy „Biedronki”. Nie doczekali się godnego życia, gdyż się nie zabrali z czerwonymi, a po upadku komuny, jak od zarazy stronili od zawłaszczających Polskę różowych siewców nowego porządku. A jedno, co mieli za to bohaterstwo to spokojny sen i świadomość, że każdego ranka przy goleniu mogą z czystym sumieniem przeglądnąć się w lustrze.

Niestety, ober-kombatant Bartoszewski poszedł w inną stronę. A jeszcze do tego miał czelność wydać książkę pod tytułem „Warto być przyzwoitym”. I tylko żal, że akowcy nie zdążyli mu tej książki odesłać z dopiskiem, że jej szczytnemu tytułowi nie zdołał sprostać!

7-go maja podpuszczony przez złych ludzi tłum "użytecznych idiotów" znów będzie zapalczywie podskakiwał hop! hop! hop! z wizerunkiem Bartoszewskiego na kiju od szczotki.

I to jest właśnie owoc setek artykułów Gazety Wyborczej, która wyłączność do tytułu kombatanta nad kombatantami scedowała na konto uwłaszczonego na etosie Armii Krajowej obwoźnego prelegenta, którego upadła władza reprezentowana przez takie nazwiska, jak: Nowacka, Schetyna, Petru, Kijowski, Kamysz et consortes ogłosiła patronem tego marszu.

Organizatorzy marszu KOD czyniąc jego patronem Władysława Bartoszewskiego uciekli się do nad wyraz obłudnej socjotechnicznej sztuczki wykorzystując zakorzeniony w polskiej tradycji zwyczaj, że o osobach nieżyjących mówi się albo dobrze, albo wcale.

Ale sytuacja w kraju jest wyjątkowa, gdyż nieumiejąca się pogodzić z utratą władzy „opozycja” wytoczyła demokratycznie wybranej partii rządzącej bezpardonową i brudną wojnę pod pozorem obrony polskiej demokracji.

Więc uważam, że jako wyborca głosujący jesienią 2015 za władzą dobrej zmiany mam prawo jej bronić, nawet, jeśli moja notka dotyczy krytyki osoby nieżyjącej, co czynię w imię stanu wyższej konieczności.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)

Post Scriptum

Jednak patrząc na coraz śmielsze poczynania tych zdesperowanych odstawieniem od konfitur wywrotowców myślę, iż nadeszła chwila by przypomnieć słowa Hymnu Polski Podziemnej, który na koniec opisanej w notce uroczystości odśpiewał krakowski Chór Cecyliański, vide:

http://www.youtube.com/watch?v=rWZNwcotTrQ&feature=player_embedded

Zobacz galerię zdjęć:

echo24
O mnie echo24

emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik,

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka